Data publikacji: Tuesday 4 April 2006
Art. 22 konstytucji Rzeczypospolitej brzmi jasno: „Ograniczenie wolności działalności gospodarczej jest dopuszczalne tylko w drodze ustawy i tylko ze względu na ważny interes publiczny.” Na przykład, nie wolno każdemu produkować czy sprzedawać broni jądrowej, bo taka broń w rękach nadmiernie przedsiębiorczego obywatela groziłaby społeczeństwu zagładą, a brak zagrożenia zagładą leży w ważnym interesie publicznym. Jest jeszcze sporo innych wyjątków od zasady wolności przedsiębrania, w tym jeden - że tak powiem - powszechny.
Wyjątek, który jest regułą
Przeczytajmy art. 14.1 ustawy o swobodzie działalności gospodarczej: „Przedsiębiorca może podjąć działalność gospodarczą po uzyskaniu wpisu do (…) Ewidencji Działalności Gospodarczej, zwanej dalej ewidencją.” Pominąwszy lapsus semantyczny, że - zgodnie z ustawą - działalność gospodarczą może podjąć nie każdy obywatel, a tylko przedsiębiorca (czyli obywatel, który działalność gospodarczą już podjął), zadajmy sobie pytanie: jaki ważny interes publiczny jest chroniony za pomocą ustanowionego tym przepisem powszechnego ograniczenia wolności działalności gospodarczej?
- Dla dociekliwych: do 31 grudnia 2006 r. obowiązuje stara wersja tego przepisu - art. 7.2 ustawy Prawo działalności gospodarczej - w brzmieniu: „Przedsiębiorca będący osobą fizyczną może podjąć działalność gospodarczą po uzyskaniu wpisu do ewidencji działalności gospodarczej”. Wcześniej, do końca roku 2000 odpowiedni przepis brzmiał: „Podjęcie działalności gospodarczej przez osoby fizyczne (…) wymaga (…) zgłoszenia do ewidencji działalności gospodarczej, zwanej dalej ewidencją”. Dla treści tego artykułu nie ma to znaczenia.
Kto nie widzi w tym przepisie powszechnego ograniczenia wolności przedsiębrania, niech pomyśli: skoro działalność gospodarczą wolno podjąć dopiero po uzyskaniu wpisu do ewidencji, to przed jego uzyskaniem działalności gospodarczej podjąć nie wolno. Nikomu! Z zestawienia tej konstatacji z zasadą wolności przedsiębrania wyrażoną w art. 22 konstytucji wynika, że warunek rejestracji rozpoczęcia działalności gospodarczej w ewidencji podyktowany jest ochroną jakiegoś ważnego interesu publicznego. Wracamy do pytania: na czym polega ten interes? Dlaczego jest ważny i publiczny?
Czy przedsiębiorca ma firmę
Skróćmy sobie męki roztrząsania chybionych argumentów. Ewidencja Działalności Gospodarczej nie chroni żadnego ważnego interesu publicznego. Można ją zlikwidować jeszcze dzisiaj bez najmniejszego uszczerbku dla publicznego interesu oraz z wielkim pożytkiem dla polskiej przedsiębiorczości. Art. 14.1 (zresztą nie tylko ten) ustawy o swobodzie działalności gospodarczej jest sprzeczny z art. 22 konstytucji - zamierzam to udowodnić przed Trybunałem Konstytucyjnym, choć zapewne nieprędko to nastąpi. Każdego, kto zna logiczny, merytoryczny argument za dalszym istnieniem ewidencji, proszę o komentarz do tego artykułu, podyskutujemy.
Zauważyłem, że niezrozumienie malujące się na twarzach biurokratów, kiedy im tłumaczę, dlaczego ewidencja nie ma sensu, bierze się najczęściej z fałszywego mniemania, że wpis do ewidencji powoduje powstanie jakiegoś swoistego, nowego bytu prawnego, zwanego przez nich „firmą” (chociaż pojęcie „firma” oznacza… nazwę spółki prawa handlowego). „Ma pan firmę?” - pyta biurokrata, a przedsiębiorca najczęściej odpowiada „mam”, bo naprawdę tak uważa. Tymczasem wpis do ewidencji niczego nowego nie tworzy, ani w sensie prawnym, ani faktycznym, a jedynie niejako modyfikuje status zawodowy obywatela: od chwili wpisania może on o sobie mówić, że legalnie „prowadzi działalność gospodarczą”.
Prawnik do prawnika powiedziałby, że akt rejestracji działalności gospodarczej nie ma charakteru konstytutywnego, bo niczego nie konstytuuje, lecz deklaratywny. Obywatel deklaruje, czyli zawiadamia urząd, że podejmuje działalność gospodarczą, i tyle.
Zaświadczenie o oświadczeniu
Ale nie wnikajmy głębiej w prawne niuanse, zastanówmy się lepiej nad praktycznym aspektem zagadnienia. Zaświadczenie z ewidencji funkcjonuje w obrocie jako coś w rodzaju „legitymacji” przedsiębiorcy (jednej z kilku zresztą, o tym niżej). Kiedy biurokrata pyta obywatela, czy prowadzi on działalność gospodarczą, ten prezentuje zaświadczenie. O czym ono zaświadcza? Otóż nieprawda, że o tym, iż obywatel prowadzi działalność gospodarczą. Zaświadczenie jest urzędowym potwierdzeniem, że obywatel pofatygował się do właściwej Ewidencji Działalności Gospodarczej z dowodem osobistym i stówą, a tam oświadczył, że odtąd będzie się parał działalnością gospodarczą. Czy obywatel nie konfabulował, czy podał prawdziwy adres albo czy się następnego dnia w kwestii przedsiębrania nie rozmyślił (to bardzo częsty przypadek), tego ewidencja nie jest w stanie ustalić.
Zresztą, po co by to miała ustalać, jeżeli takie oświadczenie obywatela nie rodzi żadnych skutków prawnych? Do niedawna uważano, że (jedynym) skutkiem wpisu do ewidencji jest obowiązek płacenia przez świeżo upieczonego przedsiębiorcę składek ZUS. Odkąd Sąd Najwyższy w styczniu ub. roku orzekł, że płacenie składek ZUS można skutecznie zawiesić, pozostawiając w ewidencji niewyrejestrowaną działalność, Ewidencja Działalności Gospodarczej przestała spełniać jakąkolwiek funkcję. Nawet tak absurdalną i zbędną, jak zawiadamianie ZUS-u o tym, że obywatel rozpoczął działalność gospodarczą, choć ten i tak musi się do ZUS-u sam zgłosić i zarejestrować.
Wracając do biurokraty, który pyta obywatela, czy ten prowadzi działalność gospodarczą: tak naprawdę nic nie stoi na przeszkodzie, by przedsiębiorca bezpośrednio jemu oświadczył, że działalność prowadzi. Takie oświadczenie ma identyczną „moc”, jak to złożone urzędnikowi w ewidencji, a do tego jest z pewnością bardziej aktualne. Zaświadczenie z ewidencji, będące w istocie zaświadczeniem o nic nie znaczącym oświadczeniu, jest kartką papieru całkowicie pozbawioną sensu.
300 milionów na rejestr rejestrów
Czas dobrnąć do sedna sprawy, czyli wspomnianych w tytule trzystu milionów. Otóż tyle ma kosztować, według uzasadnienia ustawy o swobodzie działalności gospodarczej, informatyzacja Ewidencji Działalności Gospodarczej, czyli instytucji będącej szczytem biurokratycznego absurdu. Ministerstwo Gospodarki już rozpisuje przetargi. Ktoś zarobi na czysto kilkadziesiąt milionów złotych na komputeryzacji antyprzedsiębiorczych, zbędnych, bezsensownych, szkodliwych, sprzecznych z konstytucją, kosztownych biurokratycznych procedur. Może teraz jest jaśniejsze, po co istnieje Ewidencja Działalności Gospodarczej…
Biurokraci podniosą larum: jak to, działalność gospodarcza miałaby w ogóle nie podlegać rejestracji?! Odpowiem: ten argument mógł mieć jakiś sens w roku 1989, kiedy nowo powstała Ewidencja Działalności Gospodarczej była jedynym rejestrem drobnych przedsiębiorców. Ale teraz działalność gospodarcza podlega obowiązkowej rejestracji w czterech (!) rejestrach: w rzeczonej ewidencji, w urzędzie statystycznym (system REGON), w urzędzie skarbowym (system NIP) i w ZUS-ie. Tych rejestrów zrobiło się już tyle, że biurokraci właśnie organizują sobie - tak, sobie, nie nam! - superrejestr, tzw. jedno okienko, oczywiście wymagające kosztownej komputeryzacji. Będzie ono… pośredniczyło w przyjmowaniu przez pozostałe rejestry formularzy, wypełnionych uprzednio z mozołem przez przedsiębiorców in spe.
Rejestracja działalności gospodarczej respektująca wolność przedsiębrania
Narzuca się banalnie proste i o kilkaset milionów tańsze rozwiązanie problemu nadmiaru rejestrów, które zarazem przywróciłoby obywatelom konstytucyjną wolność przedsiębrania oraz obniżyłoby koszty administracji (czy to nie rządzący politycy obiecywali nam „tanie państwo”?): dwa spośród czterech rejestrów, konkretnie Ewidencję Działalności Gospodarczej i system REGON, trzeba natychmiast zlikwidować. Kwestię ewidencji wyjaśniłem wyżej, a co do systemu REGON, to w zupełności wystarczy, jeśli urząd skarbowy co pewien czas wyśle mejlem do urzędu statystycznego posiadane w systemie NIP informacje o każdym drobnym przedsiębiorcy: o branży, zatrudnieniu, obrotach, zyskach itd.
Skomplikowany do obłędu system składek ZUS też można łatwo i szybko uprościć, ale to już temat na inny artykuł. Docelowo, jedynym obowiązkowym rejestrem działalności gospodarczej dla podmiotów nieposiadających osobowości prawnej powinien zostać system identyfikacji podatkowej NIP. Podjęcie działalności gospodarczej trzeba by było zgłosić urzędowi skarbowemu post factum, wraz z pierwszą deklaracją podatkową. Urząd nie wydawałby żadnej decyzji ani postanowienia, ani nawet zaświadczenia o rejestracji - po prostu przyjmowałby zgłoszenie obywatela do wiadomości.
Przysługująca każdemu obywatelowi wolność przedsiębrania nie może zależeć, tak jak teraz, od aktu administracyjnego wydawanego przez urzędnika!
Panie Michale, dlaczego Pan już nie pisze? Blog czyta się (mimo, że niektóre tematy już lekko podstarzałe) jak świeże bułeczki. Może by Pan tak wrócił do blogowania, co?